Statystyka

Użytkowników: 5688
Artykułów: 1583
Adresów: 6
Odwiedzin serwisu: 24901478
Lwów Wycieczka Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu

       fontanna.jpg

       Głównym jednak celem naszej podróży była opera Lwowska - Львівський Державний академічний театр опери та балету імені Соломії Крушельницької Lwowski Akademicki Teatr Opery i Baletu im. Salomei Kruszelnickiej.


bohema2.jpg

bohema1.jpg

      Szczęście nam dopisało ponieważ trafiliśmy do opery na Międzynarodowy Konkurs Śpiewaków Operowych. Uczestniczyło w nim 120 młodych śpiewaków operowych z całego świata, między innymi z Chin, Japonii, USA i Włoch…. Walczyć też było o co – bo na zwycięzców czekały nagrody – od 1 tysiąca do 20 tys. USD.


p1170046q.jpg

traviata2.jpg

     Pierwszy etap konkursu poprowadzony był pod akompaniament fortepianu, drugi pod akompaniament orkiestry symfonicznej, trzeci (22-24 października) – w sztukach teatru. Właśnie dzięki specyfice tego trzeciego etapu konkurs należy do unikatowych i wchodzi w dwudziestkę najbardziej prestiżowych festiwali operowych na świecie. Nam udało się uczestniczyć w trzecim etapie konkursu.


tosca1.jpg


tosca2.jpg


W pięciu operach: Rigoletto, Trubadurzy, Toska, Trawiasta i Bohema usłyszeliśmy zmagania najlepszych śpiewaków z całego świata m.in. z Polski, Ukrainy, Stanów Zjednoczonych, i Włoch.


rigoletto2.jpg


rigoletto1.jpg


       Aleksandra Kubas z Polski okazała się najlepsza - solistka Opery Wrocławskiej zajęła pierwsze miejsce. Usłyszeliśmy ją w partii Gildy z I i II aktu "Rigoletto" Verdiego, zdobywając nasze serca, uznanie jury i publiczności ( op. cit. drugi rząd „tutti turisti” jeżeli chodzi o publiczność) !!! Spektakl trwał ponad 3 godziny, w foyer opery można było się spotkać z solistami poszczególnych sztuk operowych.


trubadur1.jpg


trubadur2.jpg


 
my1.jpg      Z opery wyszliśmy pod wielkim wrażeniem. Spacerując starym rynkiem lwowskim dotarliśmy do regionalnej knajpki stylizowanej na okres walk wyzwoleńczych Ukrainy (leżąca broń, pociski, ukraiński żołnierz pilnujący wejścia) Na dobry początek poczęstowano nas tradycyjną nalewką. Przy dźwiękach ludowego ukraińskiego zespołu, biesiadowaliśmy ok. godziny. Przed wyjściem cała sala odśpiewała z nami „Sokoły”. Panowała prawdziwie „rodzinna„ atmosfera.






















"Червона рута
"

POSŁUCHAJ A POCZUJESZ KLIMAT !!!
  
      Następnego dnia wcześnie rano wyruszyliśmy w dalszą , sentymentalną podróż do Kamieńca Podolskiego. Wieczorem, po zakwaterowaniu udaliśmy się na spacer po rynku, który kiedyś podzielony był na część ormiańską, polską i ruską. W niedziele z przewodnikiem zwiedziliśmy twierdzę obronną (stary i nowy zamek).
Następnie, przepięknym mostem kamiennym z XVI w. nad rzeką Smotrycz zwanym mostem tureckim, udaliśmy się do centrum Kamieńca. Tu przy symbolicznym grobie oddaliśmy hołd imć pułkownikowi Wołodyjowskiemu.
      

kamieniec.jpg



        Dalej pojechaliśmy do Chocimia. Tu o w nas uderzyło to podłączenie gazu do okolicznych domów – cała instalacja gazowa była poprowadzona nad ziemią. Pewnie może ona służyć dodatkowo jako trzepak albo suszarka do prania. Jadąc dalej na obrzeżach wsi, za pagórkiem, naszym oczom ukazał się okazały zamek stojący na skalnym cyplu pomiędzy Dniestrem a jarem potoku. Historia zamku w Chocimiu związana jest z historią Mołdawii, Polski i Turcji. Do czasów dzisiejszych zachował się niemal w całości.
   


chocim1.jpg



       W drodze powrotnej (w stepie szerokim, którego okiem… ) rozpaliliśmy ognisko i upiekliśmy polską kiełbasę, którą zjedliśmy z ukraińskim chlebem (...)


      Przejeżdżaliśmy przez Iwano-Frankowsk i wsie ukraińskie oddalone jedna od drugiej średnio o 20 km. Ostatnim naszym przystankiem było miasto, Brunona Schulza, polskiego pisarza – Drohobycz. Wieczorem w restauracji zjedliśmy nasz ostatni na Ukrainie posiłek - regionalną pożywną ukraińską potrawę o ciekawej nazwie canachi. Około 24.00 przekroczyliśmy granicę w Krościenku.

 PS. Dziwną rzeczą na Ukrainie  było to, że z każdego miejssca do celu było zawsze 120km, a im bliżej tym z tablic informacyjnych wynikało, że dalej. Pomijając nawierzchnie dróg a raczej jej brak „tzw. doły zwalniające” warto wybrać się w taką podróż „ śladami bohaterów Henryka Sienkiewicza” Zderzenie bogactwa i biedy widoczne były na każdym kroku. Taka wycieczka to duża lekcja historii a jeszcze większa pokory. Pozwala nabrać dystansu do rzeczywistości.